List pochodzący ze „Świata płciowego” z 1905 roku. Nawet w dzisiejszych czasach budziłby spore kontrowersje.
„Szanowna Redakcyo!
Jestem młody, bo mija mi zaledwie 22 lata życia. Pochodzę z biednej rodziny żydowskiej. Skazany od lat najwcześniejszych na walkę z brakami, wśród warunków nie do opisania trudnych, ukończyłem w r.z. seminaryum nauczycielskie.
Może wyda się to komu nieprawdopodobne, jest wszakże faktem, że doświadczenia moje ze sfery płciowej datuje się od 5-tego roku życia. Nie zdziwi jednak to zeznanie nikogo, kto zna stosunki ubogiej ludności żydowskiej naszych miast prowincyonalnych, a ja wywiodłem się właśnie z tego ludu i z takiego gniazda. Gdy ukończyłem lat cztery – oddano mię do chajderu na naukę języka hebrajskiego; odtąd też datuje się mniej więcej moja świadomość płciowa.
Pierwszym krokiem na tem polu była nabyta sposobem naśladowczym od rówieśników formalna mania manipulowania członkiem. Urządzano sobie istne popisy sprawności w tej manipulacyi, przyczem zawsze mimowoli, a potem świadomie zwracał na siebie naszą uwagę odmienny układ genitaliów kobiecych. Z czasem w dalszej konsekwencyi wciągnęliśmy do tej zabawy dziewczynki 5-6 letnie, wzajemnem dotykaniem części płciowych, drażniąc się obopólnie. Pokazało się przy tem, że dziewczynki lepiej znały od nas, przynajmniej ode mnie, sposób obcowania płciowego i jedna z nich licząca 6 lat najwyżej, już wówczas próbowała uczynić ze mną to samo, co wedle jej opowiadania i jak rzekomo widziała czynił ojciec śpiąc z matką! Wahałem się, czy przyjąć propozycyę; instynkt stawiał opór. Wreszcie przemogły presfazye koleżanki, ale zaledwie uległszy, uciekłem, unosząc z sobą uczucie przejmującego wstrętu. Dodam, że działo się to w obecności 4 jeszcze dziewczynek, z któremi kolejno miałem „bawić się w tatę i mamę”
W szóstym roku życia oddany na naukę do szkoły ludowej w K. wpadłem w grono łobuzów, którzy za stały niemal przedmiot rozmów obierali kwestye płciowe. I to była druga faza mego uświadomienia: teorya stawała mi się coraz jaśniejszą. Byłem w II. kl. wydziałowej, gdy podczas samotnej wycieczki za miasto, spotkałem w ustroniu dziewczynę wiejską, która wybadawszy, że mam 20h., ofiarowała się teoretyczne me wiadomości uzupełnić praktycznie. Tym razem już nie uciekłem, ale pozostał mi z tego pierwszego zetknięcia z kobietą wstręt, którego długi czas nie mogłem pokonać. Widocznie mścił się za przedwczesne użycie instynkt samozachowawczy.
To, co ja przebyłem, przechodzą prawie wszystkie dzieci rodziców biednych, tłumiące się razem z rodzicami w jednej izbie, pozbawione dozoru, wydane od dziecka na łup zepsucia. Widać stąd jak silnie kwestya moralności sprzęga się z warunkami ekonomicznymi. Bieda nie ma czasu, ni sposobności kłopotać się o etykę. Ale czy tylko bieda tak czyni? Czy lekkomyślność ojców i brak należytego wykształcenia matek mało czyni moralnego spustoszenia w sferach zamożnych?
Udzielając prawie od 10-tego r. życia lekcye w domach tych sfer właśnie, miałem nieraz sposobność widzieć i poznać, że i tam u dzieci zawcześnie rozwija się pobudliwość płciowa. Raz np. przechwyciłem dzieci adwokata, syna 7-letniego i córkę 5-letnią zajętych w salonie czynnością taką samą, jaką my uprawialiśmy w chajderze. A ileż razy zdarzało się mi spotykać uczniów szkól średnich, w wieku nienadającym się jeszcze do tego, jak na schodach czynili doświadczenia podobne do tych, w które wtajemniczyła mnie za cenę 20h. młoda hucułka w ustroniu podgórskiem!
F.H”
Zaczerpnięte z:
A. Lisak, Miłość kobieta i małżeństwo w XIX wieku






nieźle zryte te dzieci, ja miałem spokojne dzieciństwo, freda zacząłem marszczyć dopiero ok 13 roku życia
coż, żydzi z biednych chałup 100 lat temu…i wszystko jasne…