Patton

Przedstawiam kilka bardzo ciekawych wydarzeń z życia generała Pattona.

George Smith Patton Junior urodzil sie 11 listopada 1885 w San Gabriel, niedaleko Pasadeny w Kaliforni na rodzinnym ranczu. Mały Georgie od początku interesował się wojną: „Kiedy byłem małym chłopcem, chodziłem po domu z drewnianym mieczem i powtarzałem sobie ‘George S. Patton, generał’”. Początkowo uczył się w domu, gdzie często wykładano mu literaturę antyczną. Młody Patton pewnego razu zdecydował odegrać scenę bitwy starożytnej:

„Chłopcy wywlekli wóz na pagórek położony za szopą, w której trzymano indyki. Na sygnał dany przez Georgiego kuzyni przykucnęli w wozie i rzucali patykami imitującymi włócznie. Georgie popchnął furmankę w dół zbocza. Wjechała z całym impetem w stado indyków; sporo ptaków zginęło albo zostało poturbowanych”.

PattonUczęszczał do znakomitej szkoły w West Point. Dostał się tam na pierwszym miejscu. Mimo tego oblał egzaminy i został zmuszony do powtarzania pierwszego roku. Najprawdopodobniej przyczyniła się do tego jego pasja – fechtunek. Drugi rok zakończył już w pierwszej trójce najlepszych uczniów.

W 1912 roku Patton miał 26 lat. Reprezentował wtedy Stany Zjednoczone na olimpiadzie w Sztokholmie. Brał udział w pentatlonie gdzie zajął piąte miejsce. Według jego opinii oczywiście powinien wygrać, bo sędziowie pomylili się przy drugim strzale. Patton uważał, że kula przy drugim strzale przeszła idealnie przez dziurę zrobioną przez pierwszy strzał.

Kiedy zabił pierwszego człowieka napisał do swojej żony Beatrice: „Pewnie się zastanawiasz, czy po tym jak zabiłem człowieka, gryzie mnie sumienie. Odpowiedź brzmi: nie”. Co więcej w swoim dzienniku napisał później: „Zawsze mówię tylko o krwawych jatkach i jestem uważany za zwolennika walki bezpośredniej. Nie mógłbym spojrzeć sobie w oczy, gdybym był oficerem sztabowym i nie był narażony na żadne ryzyko”.

Patton wierzył w reinkarnację. Pewnego razu gdy odwiedził francuską szkolę wojsk pancernych zobaczył pozostałości starożytnego obozu wojskowego. Był przekonany, że mieszkał kiedyś w tym obozie. Napisał nawet o tym wiersz:

Wracam w to miejsce i znowu na wojnę,

Byłem tu jako rzymski żołnierz i jako rycerz;

Wkrótce bój nowy ze szkopem zaczynam,

Orężem mym będzie pancerna machina

Później również chwalił się swoimi poetyckimi umiejętnościami. Warto przytoczyć tutaj jeszcze jeden z nich:

Wypijmy za krew i bezeceństwa!

Za dziwki i za to, że możemy pić!

Poczujmy życie w żyłach, bo potem

Przyjdzie nam już tylko gnić.

Pewnego razu podczas ostrzału nakazał swoim żołnierzom zrobić okop. Jeden z nich odmówił. Patton opowiadał potem co się wydarzyło: „Zdaje się, że zabiłem tutaj jednego człowieka. Nie chciał pracować, więc walnąłem go w głowę łopatą.”. Wtedy też został ranny, dostał kulą z karabinu maszynowego, która przebiła jego prawe biodro.

„Szkop strzelił popisowo. Mało brakowało. Kula wyszła prawie dokładnie między pośladkami, jakieś cztery centymetry na lewo od odbytu. Została wystrzelona z odległości około czterdziestu pięciu metrów, więc wychodząc drugą stroną, zrobiła dziurę wielkości jednodolarówki.”

Później chwalił się swoimi bliznami. Pytał o chęć ich zobaczenia w szczególności młode kobiety. Gdy usłyszał odpowiedź twierdzącą ściągał spodnie.

W 1936 koń jego żony złamał mu nogę. Gdy Patton doszedł do siebie, na tyle, że mógł chodzić o kulach to wybrał się do stajni i pobił kulą tego samego konia. Czy był okrutny? Miejscami sprawiał takie wrażenie. W liście do Eisenhowera napisał, że liczy na „długą i krwawą wojnę”. Wyraz „krwawą” został przez niego podkreślony.

Patton w Indio w Kaliforni przemawiał:

„Nie mogę wam powiedzieć, dokąd jedziemy, ale na pewno tam, gdzie będziemy mogli walczyć z tymi przeklętymi Niemcami. A kiedy tam dojedziemy, na Boga, weźmiemy się do dzieła i wyzabijamy tych gnojów. Nie zastrzelimy skurwysynów tak po prostu. Wyprujemy im flaki i naoiliwimy nimi gąsienice naszych czołgów. Będziemy mordować tych wszawych szkopów jednego po drugim”.

Jeden incydent zachwiał jego prestiżem Po natarciu na Messynę wielu żołnierzy trafiło do szpitala. Patton postanowił ich odwiedzić. Wielu z nich, którzy byli mocno obandażowani, albo nie mieli kończyn było chwalonych za odwagę. Zobaczył jednak pewnego szeregowca, który był niezabandażowany. Patton zapytał, co robi w szpitalu, a mężczyzna powiedział, że nie daje już rady walczyć. W odpowiedzi został spoliczkowany a także generał „chwycił go za kołnierz, postawił na nogi i wyrzucił z namiotu, dając mu pożegnalnego kopniaka w tyłek”. Inna sytuacja: Patton: „Co ci dolega żołnierzu? Bennet: Nerwy. Nie mogę wytrzymać ostrzału. Patton: Nerwy?! Do diabła, jesteś po prostu tchórzem, ty sukinsynu. Zamknij się, do jasnej cholery, i przestań ryczeć. Nie pozwolę, żeby ci dzielni ranni żołnierze patrzyli, jak tchórzliwy gnojek siedzi i płacze. Przynosisz hańbę armii. Wracasz na front. Powinno się postawić cię pod ścianą i rozstrzelać. Właściwie sam powinienem cię zastrzelić, i to od razu”. Patton wyjął pistolet i uderzył żołnierza z dużą silą. Dopiero interwencja innych osób przerwała to wydarzenie. Mimo tej nieszczęśliwej sytuacji Patton miał także inną twarz. Często widywany był przy łóżkach rannych żołnierzy, kiedy klękał przy nich i prosił o wybaczenie. Pewnego razu też podczas bitwy wziął śmiertelnie rannego żołnierza w ramiona i modląc się pozostał przy nim do samej śmierci.

Na podstawie:

T. Brighton, Gry Wojenne, Kraków 2011

VN:F [1.9.14_1148]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

Przeczytaj również: