Opowieść staropolska, czyli o…

Studnia

 …niewieście co się rzkomo rzuciła do studniej

Jeden dobry towarzysz miał nadobną żonę, acz się nieborak pijaństwem zbytnim bawił; przywiódł do tego żonę, że się młodzieńca jednego rozmiłowała. A iżby tym snadniej, gdy się mąż upije, z onym panem młodym rozmówić się mogła, upominała zawżdy męża, aby szedł gdzie na biesiadę. Gdy mąż pijany do domu przyszedł, ona dobra pani, męża położywszy, nie tylko w dom onego mołojca puszczała, ale i czasem do niego chodziła.

Trafiło się, że dnia jednego zbywa z domu ona pani dobra męża. Jako nie dudek, pomyślił sobie, że to nie darmo, a niedawnych czasów tak nań pijaństwo utyskowała, że w domu zbyć nie mógł. Poszedł na biesiadę, udał się na to, że nic nie pił. W nocy przyjdzie do domu i uczyni się barzo pijanym w mowie i w obyczajach. Żona nadobnie, nie łając mu, weźmie go mówiąc: „Pódź, serce me, spać: otoś się upił barzo.” Zaprowadziwszy go, i sama się podle niego układzie, a skoro on począł chrapać, wstanie i znowu się ubierze; przywarszy komory, szła do swego galanta.

Skoro wyszła z domu, mąż wstał i szedszy zaparł sień, a sam w oknie stał czekając jej, ażby przyszła. Po północy dobrze pani do domu wędruje; obaczywszy, że zaparto, do zam[k]u idzie i gwałtem chce go otworzyć. Do której rzecze mąż: „A zła, a niecnotliwa żono, zaż to tobie przystoi mnie, małżonka swego, zdradzać? Nie będziesz sam (sam=tu) spała, marcho (marcho=szkapo) wszeteczna: pokażę wszystkiemu miastu twą niecnotę, pokażę twym rodzicom, pokażę i twym powinowatym.” Ona nieboga imie go i dla Boga prosić: „O mój miły mężu, tumci u siąsiady była, albowiem żadnym sposobem spać-em nie mogłą; otwórzże mi, mój miły mężu, a do śmierci się tego nie dopuszczę.” Mąż żadnym sposobem nie chciał, jedno żeby tam do dnia na ulicy była.

Ona widząc, że uprosić nie mogła, poszła nań inszym fortelem. Jęła mu grozić: „O zły, a zapamiętały mężu, ponieważ mi tę zelżywość wyrządzić chcesz, oto tego nie doczekasz; wolę ja sama siebie zabić aniźli zelżywość jaką podjąć; patrzże na to, że ja w tę studnią, co przed sąsiadem jest, wskoczę i utopię się, a to wiedz, że ty tego przypłacisz, albowiem każdy rzecze, że ty, opiwszy się, mnieś utopił. Bo żaden temu wierzyć nie będzie, abym ja sama miała sobie mężobójcą być. Przeto ty, zły człowiecze, da li Bóg, dasz gardło. A jeśli mię nie puścisz do domu, wiedzże o tym, że idę a utopię się”. Mąż nie wierząc temu, by to uczynić miała, rzecze: „Byś miała i szyję złamać, ja cię nie puszczę, aż twoja niecnota wszystkiemu światu jasna będzie.”

Ona dobra pani, szedszy do studnie, jęła mówić: „Panie, w ręce Twoje polecam ja ducha mego”. Wziąwszy kamien wielki, co leżał u studnie, wrzuciła w studnią i ukucnąwszy sama podle studnie. Mąż usłyszawszy (a niewidna noc była) tak wielki rum w wodzie, mniemał, aby z desperacyjej wskoczyła do studniej. Chcąc ją ratować, otworzywszy sień, przybiegł do studnie, a ona niedaleko drzwi stojąc, tymczasem wbieży do sieni i zamknie. Wbieżawszy na górę, rzecze głosem (głosem=głośno): „A, zły mężu, małoś się napił, jeszcze około studnie chodzisz?” Mąż żonę usłyszawszy przyjdzie do drzwi, a ono zamkniono. Rzecze: „Otwórzże, błaźnico, zlękłem się był o cię” A ona głosem wielkim: „Nie kołac, łotrze, dla sąsiad: aza o tym czasie do domu przychodzą? Małoś się we dnie napił, niecnotliwy, zły mężu? Obiecujęć to, że cię do domu nie puszczę, aby wszyscy ludzie widzieli twe sprawy, że ty gdzieś od małpy (małpy=ladacznicy) (bo tak długo nikt nie siedzi) idziesz.” Mąż słysząc to, imiejej łajać: „A niecnotliwa żono, swe łotrostwo na mię wkładasz”

Owo tak się swarzali, że sąsiedzi uslyszawszy, każdy do okna wstał słuchać one komedyjej a pytając co się dzieje. Ona dobra pani usłyszawszy sąsiady jęła z płaczem mówić: „Moi mili, cnotliwi sąsiedzi, patrzcie na tego męża mego, tego pijanicę, skąd o tym czasie do domu idzie; oto kołace, a budzi was. Com mu ja długo cierpiała, upominając go, aby tego poniechał, a iż nie dbał na moje słowa, a ja tez tego dłużej cierpieć nie mogę; do domu nie chcę go puścić, aby dla sromoty tej mógł się na potem pohamować” On dobry człowiek imie się z drugiej strony sprawować, żeć to nieprawda: zła sama białogłowa z domu wyszła. I powiadał wszystko jako się co działo. A żona zaś na to: „Patrzcie tego pijanicę, moi mili sąsiedzi, jakoć wymyśla, jakoć was, uczciwe ludzie, chce w pole wywieść. Co to za podobieństwo: ja w domu tylko w koszuli, a on oto ubrawszy się na ulicy? Patrzcie, jakoć bredzi, żem się do studnie chciała wrzucić. Boże daj to, abyś sam się wrzucił z tym twoim plugawym pijaństwem: lepiej byśmy sie mieli trochę niźli teraz” Sąsiedzi nie wiedząc, co się działo, wiedząc, że się rad napijał, jęli onego dobrego człowieka strofować i winić, że, „To rzecz nieprzystojna tobie, statecznemu człeku, o tym czasie do domu chodzić. A jeśli pijaństwem się bawisz, wżdy to nie przystoi tobie na żonę cnotliwą tego wymyślać, co na nię powiadasz”

Tymczasem już świtało, a on do swego powinnego (powinnego=krewnego) poszedł, aby się z sąsiady nie swarzył. Nazajutrz rozsławiło się po wszystkim mieście; przyszło to i do rodziców one dobrej paniej, która, skoro dzień, do nich była wymknęła. Przyjdą z nią do domu, jęli go fukać wszyscy, gromić, łajać, że nieborak musiał ono wszystko na siebie odnieść. A jeśli z nią co o to poczynał abo ją bił, tedy go chcieli w wielki kłopot przyprawić; musiał nieborak wszystkiego zamilczeć.

Tak niewiasty umieją, choć co zbroją, pięknie się ze wszystkiego wywieść. Nie bez przyczyny Juvenalis napisał:

Nihil est audiacius illis

Deprensis: iram atque animos a crimine sumunt

(Schwytane – niegodnie

Bezczelność, złość i tupet, czerpią ze swej zbrodni)

Zejdzie się na tym miejscu wierszyk:

Białagłowa z niecnotą się braci.

Która w oczach swoich wstyd utraci

Zaczerpnięte z:

J. Krzyżanowski, K. Żukowska-Billip, Dawna facecja polska, Warszawa 1960

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (3 votes cast)
Opowieść staropolska, czyli o..., 9.0 out of 10 based on 3 ratings
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.