Na balu

Zasady savoir-vivre obowiązywały na balach i dancingach. Trzeba było uważać, żeby nie popełnić jakiejś gafy, która potem mogła się ciągnąć za nieszczęśnikiem przez dłuższy czas.

 

Konstancja Hojnacka pisała w „Kodeksie towarzyskim dla młodych dziewcząt” aby przestrzegać się nowo poznanych mężczyzn: „Nie zawadzi więc ostrożność i rezerwa, która tylko na dobre wyjść może, a która cechuje ludzi dobrze wychowanych”. W żadnym wypadku nie należy tańczyć z nieznajomym mężczyzną: „Wszystko jedno czy to miasto, czy letnisko, zwłaszcza wobec dzisiejszego spauperyzowania dancingów. Przecież to byłoby jeszcze gorsze niż znajomość na ulicy, bo taniec powoduje z natury rzeczy pewien bliższy kontakt”, „mężczyzna tylko w takim przypadku pozwoli sobie na taki krok, gdy ma pewne wątpliwości co do socjalnej pozycji kobiety. Inaczej nie ośmieliłby się, bo wie, że mogłoby go to narazić na grubą nieprzyjemność. Jeśli kobieta spotyka takie zaproszenie do tańca przez nieznajomego mężczyznę, jest to dowodem, że się niewłaściwie zachowuje, albo że ten nieznajomy jest człowiekiem bez wychowania. Jeżeli przyszedł na dancing bez towarzystwa, ma przecież także do dyspozycji fortancerki. I dlatego we wszystkich dancingach, gdzie bywa dobre towarzystwo, istnieje ta instytucja zawodowych tancerek i tancerzy. Nie ma ich właśnie tam, gdzie się schodzi publiczność zupełnie bezceremonialna.”

Fordanser

Właśnie zawód fordanserów był po to, by panie miały z kim tańczyć, ponieważ „Stosunek jest od razu określony, fortancer wykonuje swoją zawodową robotę i pobiera za to wynagrodzenie. W Polsce i Niemczech tańczenie z fortancerami rozmaicie bywa komentowane, ale na Zachodzie jest uważane za coś naturalnego, no i bez porównania stosowniejszego dla prawdziwej damy, jak tańczenie z nieznajomym człowiekiem.” Osoby w starszym wieku nie zawsze patrzyli przychylnie na takich ludzi. Pewnego razu 60 letnia Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa wspomniała o płatnych tancerzach. Zdziwiona była, że damy nie odpowiadają na ukłony tancerzy. Zapytała jedną z nich dlaczego tak jest. Otrzymała odpowiedź : „on jest zapłacony, więc nie potrzebuję odpowiadać na jego ukłon”.

Samo zaproszenie do tańca nie było takie proste: „Co do sposobu zapraszania do tańca, to kawaler zbliża się do damy i złożywszy jej ukłon, wypowiada swoje życzenie jak najgrzeczniej i jak najdelikatniej i niekiedy w formie komplementu. Np. <<Ośmielam się zapytać, którego kontredansa pani mi przeznaczy?>> albo <<Czy mogę mieć zaszczyt zaproszenia pani do pierwszego mazura?>>. Do bliskiej znajomej mówi się: <<Racz mi pani nie odmówić potańczenia ze sobą jednego walca>>, itp. Dama wymienia wolny taniec i zapisuje nazwisko tancerza w swoim karnecie” Tak polecał zapraszać Rościszewski (autor podręcznika, który był już kilkukrotnie na ramach bloga).

Zdarzały się na balach zdarzenia nietypowe. Wieniawa – Długoszowski pewnego razu tańczył z młodą, ładną dziewczyną ubraną wedle najnowszej mody w krótką sukienkę. „Wieniawa przyklęknął i pocałował – ku zaskoczeniu dziewczyny – jej odsłonięte kolano. Dokonawszy tego, wygłosił dowcipne przemówienie na temat, że należy chwalić Stwórcę w jego dziełach” (F. Kusiak, Życie codziennie oficerów Drugiej Rzeczypospolitej).

Jak zawsze studenci

W oryginalnych balach przewodzili studenci. Halina Ostrowska – Grabska opisuje: „Bal był dla publiczności zarówno rozrywką, jak przedstawieniem, w którym brała udział, przedstawieniem o bardzo wyszukanej scenografii. Ileż inwencji, trudu i pracy nawet fizycznej wkładali w to ofiarnie koledzy, prześcigając się w pomysłach i trudnym ich wykonaniu (…) Każda z pracowni zamieniona na wielką i wysoką salę do tańca była rozwiązaniem jakiegoś plastycznego założenia. Rozwiązaniem nie skrępowanym żadnymi ograniczeniami. Pamiętam na przykład niebywałe dno morskie z kubistycznie potraktowanymi bryłami skał w zimnych tonacjach z rozkwitającymi wśród nich fantastycznymi płomiennymi wodorostami – trochę jak u Gauguina.”

Tańce

Na balach tańczono różnorakie tańce. Tango nie zawsze było pożądane. Czesław Jankowski: „Trudny jest aż miło: wręcz nawet niedostępny dla tancerzy miernych, a osobliwie mało muzykalnych lub muzykalnych zgoła: sparodiują tango i ponarabiaja tyle… nieprzyzwoitości, że choć wyprowadzać z salonu”. Cytowany często Rościszewski: „nasza młodzież uprawia najchętniej t. zw. Modne, to jest bostony różne, foks-troty itp. warjanty polek i tańców, pojawiające się co jakiś czas na salach tanecznych i pobudzające nade wszystko swoją… nieprzyzwoitością. Polegają one nie na kręceniu się w kółko, lecz na posuwaniu się prostopadle tancerza tak zaczepionego z tancerką, że stanowią ze sobą jakby jedno ciało. Wytwarza to ruchy zmysłowe, drażliwe i rażące oko widzów, nienawykłych do tego rodzaju produkcyj. Nauczyciele tych nowych tańców starają się wprawdzie ruchy te możliwie łagodzić, ale młodzież, zwłaszcza męska, w popisach swoich zbyt często przekracza granice taktu i stwarza z sali balowej dom rozpusty(…).

Na koniec dość zabawna forma odmowy tańca natrętnemu kawalerowi: „Panna powinna poważnie patrząc mu w oczy powiedzieć: <<Odejdź ode mnie, pokuso szatańska, potrawo śmierci wiecznej>> i objaśnienie: <<prawdopodobnie młodzian się oddali>>

Na podstawie:

M. Barbasiewicz, Dobre maniery w przedwojennej Polsce, Warszawa 2012

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
Na balu, 10.0 out of 10 based on 2 ratings
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.