Magia w Polsce

Mundus vult decipi – ergo decipiatur – Świat pragnie być oszukiwany, dziej się wola jego!

Pod zaborami okultyzm był zakazany – jak łatwo się domyślić – najtrudniej z tą sprawą było w zaborze rosyjskim, a najbardziej swobodnie było pod Austro – Węgrami. Nic dziwnego więc, że niektóre czasopisma donosiły: „Jak zaświadczają różne o tem sprawozdania, pukanie daje się słyszeć jakby wychodziło z wnętrza stołu”. W dwudziestoleciu międzywojennym nastąpiła swoista moda: „Nie ma tak małego zebrania, gdzieby nie próbowano ciekawego eksperymentu, który tyle robi w Ameryce i Niemczech hałasu”. Dość popularnym było organizowanie domowych spotkań przy stoliku, zbierano się, aby poczuć dreszczyk emocji, zabawić się w „duchowiznę” – jak nazywano wywoływanie duchów. Jednak bywali i tacy co starali się w naukowy sposób podejść do tego interesującego tematu.

„Mała Stasia”

Początkiem XX wieku w Warszawie żyła Stanisława Tomczykówna, której przypisywano niezwykłe umiejętności: „Tem medjum o działaniu fizycznem (…) jest młoda panna z Warszawy, ładna, prosta, skromna, inteligentna, jakkolwiek bez wykształcenia i nadzwyczajnie wykształcona pod względem medjumicznym”. Tomczykówna miała siłą woli unosić przedmioty – nie tylko u siebie, ale także np. w sklepie do którego wchodziła. Nic dziwnego, że zainteresował się nią profesor Julian Ochorowicz, który robił jej specjalistyczne badania, notował temperaturę, ciśnienie powietrza a nawet samopoczucie medium. Stanisława miała mieć w sobie trzy osobowości, które manifestowały się podczas hipnozy – „Wojtek”, „Małą Stasię” oraz „Stanisława”. Umiejętnością, która mogła mieć praktyczne zastosowanie była możliwość kierowania kulki w ruletce, jednak nigdy nie zastosowano jej aby wygrać pieniądze. Cóż jeszcze umiała Tomczykówna? Z jej rąk wydobywała się substancja przypominająca nitki: „Jest to prąd lub emanacja z końców palców medjum, zachowująca się jakby włókna i pasma jakiejś substancji niewidzialnej, zdolnej wywołać skutki mechaniczne poza granicami ciała, Posiadają one pewną spoistość, są elastyczne, ale dość sztywne by wywołać nacisk”, Co ciekawe, postać naszej bohaterki zainteresowała Marię Skłodowską Curie, która w 1909 roku była na jednym z seansów. Niestety, może w wyniku stresu, Tomczykówna była wtedy podejrzewana o oszustwo. A może to nasza noblistka miała zbyt zamknięty umysł aby uwierzyć w nadprzyrodzone możliwości?

Czy duchy znają język angielski?

W każdym razie w działaniach magicznych dostrzeżono także sposób na biznes. Pojawiły się pisma, które co rusz donosiły o nowinkach ze światka okultyzmu. Jednym z nich był „Hejnał” wydawany przez Jana Hadynę. Gazeta ta opierała się w dużej mierze na przepowiedniach etatowej pani jasnowidz Agni P. czyli Agnieszki Pilchowej. Można tam przeczytać nie tylko objawienia duchowe czy relacje z wizyt astralnych ale także artykuły o zdrowiu czy dietetyce, Dość opisu, niech przemówi fragment: „Otóż gdy ciało człowieka odpoczywa, np. podczas snu lub siedzenia bez pracy, w naczyniach krwionośnych krąży tylko połowa całej ilości krwi, jaką człowiek posiada. Reszta znajduje się w zbiornikach:. Najważniejszym z takich zbiorników na rezerwy krwi, czekającej na chwilę zwiększonego wysiłku jest śledziona. Stanowi ona jakby rodzaj stawu, w którym zbiera się krew, w danej chwili organizmowi niepotrzebna. Również i wątroba jest takim zapasowym jeziorem dla krwi.” Czy jest na sali lekarz?. Tak czy inaczej, pismo odnosiło całkiem niezłe sukcesy. W Łaziskach organizowano nawet wspólne spotkania, gdzie przemawiał duch opiekuńczy (ustami medium oczywiście). Koło miało także własną bibliotekę (260 tomów o tematyce spirytystycznej) a także nawet swoją orkiestrę. Nie mogę powstrzymać się także, aby nie wspomnieć o tym, że „Hejnał” donosił nawet, że w USA założono szkołę angielskiego dla duchów. Tamtejsi spirytyści po prostu nie potrafili porozumieć się z duchami Indian, a więc kilku innych zmarłych pisarzy pomogło badaczom w komunikacji.

Nie wszystko jednak można było robić bezkarnie. W lipcu 1937 do sądu trafił autor książki „Czarna magia”, który tak reklamował swoje dzieło: „Baczność. Prawdziwą czarną magję, nie podrabianą i nie żadne głupie figle można nabyć tylko u Rosenfelda. Każdy bez wyjątku, może wywoływać duchy, demony, odgadywać cudze myśli, pokonywać wrogów, stać się niewidzialnym, odnaleźć złoto schowane pod ziemią, zadawać rany na odległość itp. Hypnotyzowanie siłą wzroku. Różdżka czarodziejska służąca do wykrywania skarbów. Najgłębsze tajemnice Mojżesza i Salomona. Lustro magiczne. Każdy może zdobyć te wszystkie sekrety i jeszcze 639 innych tylko za 2 zł. 25 gr.”.

john_beattie_eugene_rochas_seance

Sceptycy

Nie wszyscy jednak wierzyli w magię. W Ilustrowanym Kuryerze Codziennym można było przeczytać relację St. Ardensa: „Dają mi dość długo czekać, widocznie mag rozmawia z gwiazdami, albo z muzą grafologji. – Wreszcie wchodzi – o shocking! – w pantoflach. Jest mały, szczupły, mocno kudłaty i bardzo nie efektowny. Ruchem ręki prosi mnie dalej (…) wkraczamy do sanktuarium. Akcesoria już przygotowane. Na krześle, dość dziwacznie ustawionem w kierunku drzwi drugiego pokoju siedzi mała Żydóweczka z zawiązanemi podwójną (po co?) czarno i białą przepaską oczyma. P. Szyller-Szkolnik podaje mi kartkę i każe napisać: imię, wiek, imiona żony, ilość dzieci. Czynię to – i darujcie mi czytelnicy – popełniam oszustwo, podając fałszywe imię własne, żony i nieprawdziwą liczbę dzieci. (…) Następnie prowadzi mnie do medjum, które kurczowo chwyciwszy mnie za puls, zaczyna wysokim, krzykliwym głosem recytować. Dokładnie podaje szczegóły z kartki, reszta zaś to frazesy o niezwykłych zaletach charakteru, o poprawie stosunków w krótkim czasie i t.p.” Okazało się, że Szyller- Szkolnik posługiwał się przemyślanym systemem chrząknięć, gestów, ponagleń w stronę medium. Dzięki umówionym znakom było jasne co znajduje się na zapisanych kartkach. Wielu jednak wierzyło w paranormalne możliwości – wiedeński lekarz, profesor Maurycy Benedikt napisał nawet rozprawę naukową, w której porównywał mózg do odbiornika radiowego, który po prostu wyłapuje fale nadawane przez inne osoby. Pogląd taki nazywany był „nauką o antenach mózgowych”.

Piłsudski i duchy

Duchy nie omijały także bardzo znanych postaci czy też budynków. Jednym ze znanych, który rzekomo miał kontakt z duchami był Józef Piłsudski. Oddajmy głos Marszałkowi: „A Belweder! Gdybyście państwo wiedzieli, co się działo w Belwederze!… (…) Stale co wieczora, gdym się położył, słyszałem wyraźnie kroki do koła mojego łóżka, ku oknu i z powrotem. Po tym zaczynało się stukanie w szklane naczynie z owocami, w klosz lampki elektrycznej… Jednym słowem cała seria dźwięków niemożliwych do wytłumaczenia.” Zresztą sam Piłsudski, jakoby miał zdolności paranormalne. Wieniawa – Długoszowski opowiadał historię o tym, jak Marszałek pracował do późna w nocy paląc przy tym papierosy. Pewnego razu zabrakło mu zapałek – wystarczy, że podirytowany skoncentrował całą swoją wolę na kimś kto przyniósł by potrzebny przedmiot. Po chwili pudełeczko leżało już na biurku.

Zaprezentowany artykuł to tylko niewielki wycinek z bogatego świata polskiej magii. Niestety wraz z rozwojem nauki, a także zmianami społeczno – politycznymi świat magii zaniknął. Dziś pozostaje nam tylko sięganie po stare pisma czy opracowania. A do Ciebie czytelniku należy decyzja czy wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone czy też nie.

P. Semczuk, Magiczne dwudziestolecie,  Warszawa 2014

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
Magia w Polsce, 10.0 out of 10 based on 1 rating
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

2 thoughts on “Magia w Polsce

  1. Polecam książkę Allana Kardeca pt. „Księga Duchów”. Bardzo interesująca. Otwiera umysł i daje odpowiedzi na wiele pytań.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.