Kwiatki PRLu cz.2

Bon

Druga część, w której można dowiedzieć się jak zrobić mydło oraz gdzie zdobyć dokument potwierdzający ciążę.

-1966, „Zakupy można robić w sklepie, kiosku, na straganie i w… autobusie. Ten na pierwszy rzut oka dziwoląg z pełną aprobatą przyjęli mieszkańcy koła. Tamtejsza dyrekcja PSS, jako jedyna w województwie, wpadła na dowcipny sposób, by na okres remontu jakiegoś sklepu ustawić w pobliżu wysłużony >>San<<, zamieniony na sklep”

– anons z Kielc: „Ogłaszam przetarg matrymonialny. Kandydatki w wieku 19-30 lat winny składać oferty pod adresem (…) i w zalepionych kopertach załączyć wadium w wysokości 10% sumy, jakie będą mogły wnieść do ewentualnego małżeństwa. Otwarcie kopert nastąpi 8 marca o godzinie 10. Zastrzegam sobie prawo unieważnienia przetargu bez podania przyczyn, jak również prawo wyboru oferentki”

– pracowitość pewnego kieleckiego dentysty – w ciągu 15 lat wyrwał pół miliona zębów (w tym około 450 tys. bez znieczulenia)

– pracownica Zakładów Przemysłu Bawełnianego straciła przytomność. Wezwano karetkę, która przyjechała bez lekarza. Ci, którzy przyjechali, przeprosili ponieważ nie znają się na medycynie. Równocześnie odmówili przewiezienia do szpitala twierdząc, że usługi przewozowe nie należą do ich obowiązków. Zapytani po co przyjechali odpowiedzieli, że pogotowie musi przyjechać na wezwanie.

– „Pewna pani w ostatnim miesiącu ciąży wsiadła przednim pomostem do tramwaju. Panowi usiłowali zrobić jej miejsce. Wątpliwości miał jedynie kontroler >>Pani ciężarna, proszę zaświadczenie z MPK. Nie ma pani zaświadczenia? To płaci pani mandat za bezprawne wchodzenie przednim pomostem. Bez zaświadczenia nie jest pani w ciąży”, „Kobieta i życie”

– „W licznych miejscowościach województwa kieleckiego, do których po raz pierwszy w dziejach dotarł autobus PKS, urządzono uroczyste powitanie inaugurujących komunikację wozów i ich załóg. Poza kwiatami, upominkami i przemówieniami, dawano wódkę. Kierowcy oczywiście wymigiwali się. W jednej ze wsi szofera wszakże obezwładniono i siłą napojono tak bardzo, że ledwie co zainaugurowana komunikacja autobusowa z mety stanęła na trzy dni” Polityka, 1967

– w Katowicach jeden z telefonów kopał prądem. Poinformowana o tym urzędniczka stwierdziła: „No tak, ale nie śmiertelnie”

– w gdańskim była miejscowość Londyn. Poczta długi czas myliła się i przesyłała tam przesyłki, które miały znaleźć się w Londynie w Anglii. Problem rozwiązano zmieniając nazwę miejscowości na Londy.

– z poradnika dla żołnierzy „Grzeczność w mundurze”: „Do jedzenia używamy sztućców: łyżka służy do zupy, widelec do tzw. potraw twardszych. Nożem krajemy mięso i smarujemy chleb. Obcieramy usta po jedzeniu, ale nie rękawem ani obrusem, lecz papierową serwetką. Parasolki damskiej żołnierz nie nosi (…) Jedynym rodzajem parasola używanym przez żołnierzy jest spadochron”

PRL

– na bazarze sprzedawano delikatesowy zestaw – 50 gramów wódki, ogórek, papieros. Cena 100 zł.

– „Głos Robotnika”: „Świąteczną szynkę należy jeść z należytym namaszczeniem pamiętając, że szynka to artykuł strategiczny”

– „Głos Wybrzeża”: „Gdańsk. Sklep z tapetami. Trwa szturm, bo właśnie rzucono towar. Powstał konflikt między inwalidą a kolejką. W rezultacie szarpaniny inwalidzie zerwano protezę z ręki. Klient rzucił sztuczną dłoń na ladę. Na ten niecodzienny widok sprzedawczyni doznała szoku. Wezwano pogotowie. Mimo tak niezwykłej sytuacji, część klienteli nie miała ochoty przepuścić lekarza. Dały się słyszeć głosy: >>Patrzcie, karetką po tapety przyjeżdża…”

– pewnego razu kapral MO (w cywilu) został podwieziony przez chłopa jadącego wozem. Milicjant  zobaczył, że mimo zmroku woźnica nie ma latarki. Kapral szybko zszedł z wozu, wyprzedził wóz, dotarł do domu, przebrał się z mundur. Zaczekał aż chłop dojedzie do niego, a wtedy wypisał mu mandat.

– „Franciszek L. ukradłszy z przyzwyczajenia kilogram masła, nie potrafił dlań znaleźć innego zastosowania” A co robił? Smarował nim głowę.

– „Kurier Polski” o prostytutkach: „Nasza nimfa zwraca się do walutowego obcokrajowca słowem >>honey<< (miodku), do płacącego złotówkami obcokrajowca – >>darling<< (kochanie), zaś do krajowego amatora na delegacji zwyczajnym: >>czego?<<”

– w telewizji nigdy nie wiadomo było czy ktoś jest już na wizji, czy też nagranie się skończyło. Wpadkę z tym związaną zaliczył Bronisław Pawlik, który na koniec dobranocki Miś z okienka powiedział: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w dupę”

– „Radio i Telewizja”: „Aby odebrać pełne poczucie plastyki płynących z przestrzeni dźwięków, słuchacze powinni równocześnie włączyć radio i telewizor i umieścić je w pewnej od siebie odległości – najlepiej w dwóch sąsiednich kątach pokoju”, 1961

– „Trzech kolejno taksówkarzy z Chrzanowa odmówiło wiezienia pana mającego ze sobą muszlę klozetową. Taksówkarze wyjaśniali, że honor nie pozwala im ekspediować tak mało wytworny przedmiot. Czwarty taksówkarz pojechał, ale zajechawszy na miejsce zażądał potrójnej zapłaty: >>to za śmieszność, panie>>”, Polityka.

– lata 80, przepis na mydło: „Drobne kawałki mydła, które gromadzą, zamieniam na duże >>nowe<< mydło. 50 dkg odpadków zalewam 4 szklankami zimnej wody i gotuję na małym ogniu. Garnek powinien być dość duży (ja mam 4-litrowy). Płyn trzeba często mieszać. Po upływie ok. 2 godzin powstaje gęsta masa, którą nakładam do formy. Otrzymuję w ten sposób mokre, bardzo mocno pieniące się mydło. Po 2-3 dniach wyjmuję z formy, tnę na kawałki i suszę w jakimś przewiewnym miejscu”

– „W jednym z koszalińskich zakładów pracy każdą wizytę robotnika w dyrektorskim gabinecie poprzedza osobliwy ceremoniał: nim robotnik w kombinezonie zasiądzie naprzeciw dyrektora, wbiega tam sekretarka i wyściełane krzesło pokrywa warstwą papieru toaletowego, aby się od zetknięcia z klasą robotniczą nie wybrudziło”

Źródło:

W. Kot, PRL – jak cudnie się żyło!, Poznań 2011

 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (4 votes cast)
Kwiatki PRLu cz.2, 7.5 out of 10 based on 4 ratings
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

One thought on “Kwiatki PRLu cz.2

  1. "-1966, „Zakupy można robić w sklepie, kiosku, na straganie i w… autobusie. Ten na pierwszy rzut oka dziwoląg z pełną aprobatą przyjęli mieszkańcy koła. Tamtejsza dyrekcja PSS, jako jedyna w województwie, wpadła na dowcipny sposób, by na okres remontu jakiegoś sklepu ustawić w pobliżu wysłużony >>San<<, zamieniony na sklep”"

    W Szwecji takie autobusy to byla normalka do lat 70-tych

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.