Janusz Żurakowski

samolot, który oblatywał żurakowski

Janusz Żurakowski urodził się w 1914 roku w Ryżawce. Aktualnie jest to niewielka miejscowość znajdująca się na Ukrainie. Jego rodzina była dobrze znana w okolicy (posiadali także wiejską posiadłość w Żytnikach) przede wszystkim z dużej liczby dzieci („gdzie krzaczek tam Żuraczek”) oraz porywczości.

Już od dzieciństwa Janusz wykazywał zainteresowanie lotnictwem, wraz z bratem należał do szkolnego klubu modelarskiego. Udało mu się nawet zdobyć nagrodę w konkursie modeli latających. W zamian za tu mógł odbyć lot na niewielkim szkoleniowym samolocie Lublin LKL – 5. Wtedy też postanowił, że będzie latał. Co ciekawe: „Mój pomysł zostania pilotem bardzo nie podobał się ojcu. Dopilnował, żeby jego znajomi lekarze z komisji w Centrum Badań Lotniczych w Warszawie odrzucili moją kandydaturę. Jakoby cierpiałem na gruźlicę obojczyka”. Oczywiście nic to nie dało. Młody Żurakowski zapisał się na kurs pilotowania szybowców.

Wtedy też pojawił się talent Janusza. Dość powiedzieć, że 1939 roku postanowiono go wysłać na igrzyska olimpijskie do Helsinek, które miały odbyć rok później. Z wiadomych względów reprezentację rozwiązano. Latanie na szybowcach wiązało się z pewnym niebezpieczeństwem. Podczas jednego z nocnych lotów Janusz miał wypadek w którym rozbił głowę.

Od marca 1939 Żurakowski został instruktorem w „Szkole Orląt”. Należał do Dywizjonu Specjalizacji Myśliwskiej w Wyższej Szkole Pilotażu w Ułężu nieopodal Dęblina. Trzeba powiedzieć, że szkoła ta była jedną z największych i najlepszych w Europie. Oto jedno z zadań uczniów: z szybowca wyrzucano mały, kolorowy spadochron, a pilot musiał wzlecieć 300-400 metrów wyżej, następnie opaść korkociągiem by wyprowadzić maszynę z niego i oddać „strzał” z fotokarabinu. Co ciekawe to zadanie bardzo często kończyło się sukcesem.

Janusz po raz pierwszy brał udział w walce już na samym początku drugiej wojny światowej. Pojedynek ten pokazał, że polskie myśliwce PZL zostały zdeklasowane przez swoich niemieckich odpowiedników. Janusz po walce wylądował z niewielkimi dziurami w poszyciu. Podobnie jak pewna część Polaków trafił do Rumunii by stamtąd dotrzeć do Francji (uciekał pokazując dokumenty świadczące, że jest leśnikiem). Kolejnym miejscem zatrzymania się Żurakowskiego była Anglia. Tłumaczył to ironicznie: „Mówiłem biegle po francusku, więc naturalnie wysłano mnie do Anglii”. Tam też, jak łatwo się domyślić, trafił do RAF, gdzie ukończył odpowiednie kursy. Metody szkoleniowe czasami były dość dziwne. Polacy ćwiczyli nawigację jeżdżąc na trójkołowych rowerach wyposażonych w nieskomplikowany nadajnik radiowy, kompas oraz prędkościomierz. Do tego mieli końskie klapki na oczach.

Podczas walk o Anglię, dziewięć dni po swoim pierwszym bojowym zwycięstwie, 24 sierpnia Żurakowski został zestrzelony. Udało mu się jednak bezpiecznie wyskoczyć ze spadochronem. Skok ten dał mu możliwość przynależności do Klubu Jedwabnika (owad, którego nici używane są do produkcji spadochronów), który zrzeszał ludzi, którym spadochron uratował życie. Mimo tego w wielu dokumentach został uznany za zmarłego: (…) Wkrótce potem dotarły do mnie dwa listy adresowane do mnie. Na kopercie jednego dopisano dużymi literami ‚Poległ’, a na drugiej ‚nie żyje’. Zachowałem je na pamiątkę”. Błąd ten powtarzany jest do dnia dzisiejszego, podobno można go spotkać w jednej z książek dotyczącej Bitwy o Anglię. Życie Zury (bo tak był nazywany przez Anglików, którzy nie mogli wypowiedzieć jego nazwiska) często ratowały nietypowe manewry obronne. Jeden z nich to korkociąg: „Podczas Bitwy o Anglię często ratowałem się z opresji za pomocą korkociągów. Przypominam sobie co najmniej cztery okazje, kiedy ten prosty i radykalny manewr okazał się bardzo pomocny. W sytuacji kiedy niemieckie myśliwce miały nade mną przewagę i spychały mnie do defensywy, zawsze mogłem upozorować, że zostałem zestrzelony. Szybkim przewrotem przez skrzydło kierowałem dziób samolotu pionowo ku ziemi, zmuszając go do ruchu wirowego wokół własnej osi. W tym czasie gwałtownym ruchem zamykałem i otwierałem przepustnicę, na co silnik reagował kłębami czarnego dymu z rur wydechowych”.

Po wojnie Żurakowski został zatrudniony jako oblatywacz. Początkowo w Anglii (firma Gloster), Jeszcze na wyspach wykonał próbę akrobatyczną zwaną później Zurabatic Cartwheel: „W późniejszym okresie, dławiąc jeden silnik i dając pełną moc w drugim, spróbowałem kilka razy wykonać pełny obrót (o 360 stopni) w płaszczyźnie poziomej. Jednak nawet przy prędości na granicy przeciągnięcia asymetryczny ciąg silnika nie mógł pokonać oporu stawianego przez statecznik pionowy. Musiałem zredukować prędkość jeszcze o połowę. Nie było to możliwe w płaszczyźnie poziomej, ale w pionowej tak”.

4 kwietnia 1950 roku Żurakawski pobił rekord dla Glostera. Ustanowił nowy czas przelotu na trasie Londyn – Kopenhaga – Londyn na samolocie Meteor F.8

samolot, który oblatywał żurakowski

Dwa lata później Zura przeniósł się z rodziną do Kanady by pracować dla firmy A.V. Roe Canada jako pilot doświadczalny. Tutaj osiągnął spory sukces. Został pierwszym człowiekiem, który przekroczył barierę dźwięku samolotem seryjnej produkcji o skrzydłach prostych. Co więcej dokonał tego na maszynie, o której technicy mówili, że niemożliwe jest osiągnięcie tak wielkiej prędkości.

Żurakowski był bardzo szanowany jako oblatywacz. O jego fachowości niech świadczy cytat: „Pewnego dnia tuż po wylądowaniu, wciąż trzymając swój lotniczy hełm pod pachą, podszedł niespiesznie do grupy inżynierów. ‚Wiecie już, ile waży paliwo, które zostało w zbiornikach?’, zapytał. Nie wiedzieli. ’30 400 funtów’ powiedział i odszedł. Po zważeniu samolotu inżynierowie wzięli się za obliczenia. (…) Patrzyłem im przez ramię, kiedy sumowali wyniki. Wyszło 30 400 funtów – ani mniej ani więcej. Jeden z inżynierów odwrócił się w moją stronę i powiedział: ‚Jeśli po czymś takim ten facet nie zacznie zadzierać nosa, to jest chodzącym wcieleniem skromności’ Nie zaczął – ani wtedy, ani później. Po prostu taki już był”.

Nadszedł jednak czas rezygnacji z pracy. Żegnany był z honorami. Mer Toronto Nathan Phillips powiedział: „Drogi Zura, cieszę się, że mogę gościć Cię w naszym ratuszu i złożyć Ci hołd jako wielkiemu Kanadyjczykowi. Kanada stała się Twoją drugą ojczyzną z wyboru; to dla nas wielki zaszczyt. Swoim wkładem w rozwój kanadyjskiego lotnictwa przyniosłeś chwałę temu narodowi. Jesteśmy wszyscy z Ciebie dumni – Toronto i cała Kanada”.

Na emeryturze Żurakowski skończył korenspodencyjnie budownictwo oraz kreślarstwo. Pozwoliło mu to zaprojektować domek w stylu który nazywał „pseudozakopiańskim”. Zbudowano tam także hotel nazwany Pensjonat „Kartuzy”. Żurakowski wraz z żoną zajął się turystyką. Już w 1961 roku przyjął pierwszych gości, a teren doliny Madawaska nazywano Kaszuby (od 1960 oficjalny status, widnieje na mapach).

Zura zajmował się także wynalazkami. Zaprojektował coś w rodzaju aerosań. Były to dwa spody kajaków połączone ze sobą silnikiem dwupłatowym pchającym. Dzieci Zury robiły furorę w szkole „Koledzy zawsze wyglądali mojego przyjazdu, żeby zobaczyć, jaki nowy wehikuł tym razem przyprowadzę” – mówił Marek,syn. Następnym wynalazkiem był „żagloszybowiec”. Niestety został tylko w fazie projektu, ale według założeń autora miał osiągnąć nawet prędkość 150 km/h.

Warto wiedzieć, że nasz rodak jest bardzo szanowany w Kanadzie. W 1973 został przyjęty do Hall of Fame kanadyjskiego lotnictwa. W 1990 dostał nagrodę imienia J.C Floyda za całokształt dorobku na rzecz przemysłu lotniczego. W 1996 jego podobnizna została wybita na pamiątkowej monecie, która należała do cyklu Powojenne lotnictwo Kanady. Rok później dostał tytuł Pioniera Kanadyjskiego Lotnictwa. To tylko wybrane z tytułów i zaszczytów, których dostąpił Janusz Żurakowski.

Na podstawie:

B. Zuk, Janusz Żurakowski, Wrocław

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
Janusz Żurakowski, 10.0 out of 10 based on 1 rating
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.