Jak to się w PRLu żyło

Pomnik Wincentego Pstrowskiego w Zabrzu

Niewielki wycinek  z życia w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Dowiesz się kiedy była zima stulecia, jak wiele ponad normę mogli pracować przodownicy pracy, kim byli bikiniarze oraz wiele więcej ciekawostek.

 – w PRLu ważne miejsce zajmowali tzw. Przodownicy pracy. Pierwszym z nich był górnik z kopalni „Jadwiga” Wincenty Pstrowski, który jako pierwszy zaczął pracować ponad normę. Dzięki jego wezwaniu około 3 tys. Górników miało przekroczyć normę o 180%. Do innych rekordzistów należeli Franciszek Apryas (644% normy), Wiktor Markiewka (577% normy), Bernard Bugdoł (500% normy)

 – wyróżniano także wielu negatywnych bohaterów. Według magazynu „Szpilki” mieli to być biurokrata, dławicie l krytyki, gaduła, brakorób, pijak, chuligan, reakcjonista, bikiniarz, kułak, plotkarka, panikarz, wazeliniarz, spekulant, pyszałek, snobka, bumelant i słuchacz Głosu Ameryki

 – uczniowie często wyjeżdżali do pracy w polu, by pomóc w PGRach podczas tzw. wykopków. „Uczniowie ze Szczecina (a zapewne i z innych terenów zachodniej Polski) z sentymentem wspominają wrześniowe wyjazdy do PGR – ów na wykopki. Nie było wtedy zwyczaju organizowania tzw. „zielonych szkół”, ale ich funkcję integracyjną doskonale spełniały pobyty w kombinatach rolniczych. Przed ukończeniem osiemnastego roku życia uczniowie mogli pracować tylko 6 godzin dziennie. Bezpańskie śliwki, zabawy gigantyczną oponą oraz szaleństwa na kultowym środku transportu „bonanzie” (przyczepa osobowa OPC – 1, czyli obudowana przyczepa ciągnikowa z siedzeniami, ciągnięta przez traktor), pozostawiły wspomnienia na całe życie…”

Pomnik Wincentego Pstrowskiego w Zabrzu

 – Mleko sprzedawane było w szklanych butelkach z kapslami wykonanymi z folii aluminiowej. Wielu mieszkańców miast korzystało z usług roznosicieli mleka, którzy rano przynosili mleko pod drzwi mieszkań. Dostawę taką można było zamówić i opłacić w okolicznym sklepie. Ówcześnie panowało przekonanie, że mleko konserwowane jest proszkiem do prania IXI, a mleko chude różni się od tłustego ilością dolanej do niego wody.

 – Na przełomie 1978 i 1979 w PRLu pojawiła się zima stulecia. Spadająca temperatura (w Suwałkach -30 stopni) oraz opady śniegu sparaliżowały życie państwa na dwa miesiące. Wśród ludzi krążyło takie powiedzenie: „Jeszcze jedna taka zima i socjalizmu ni ma”, „Cztery klęski socjalizmu: wiosna, lato, jesień, zima”. Przykład podróżowania w tym czasie. Pewien mieszkaniec Warszawy wracał nocnym pociągiem, zwanym wówczas „rzeźnią” z Zakopanego do swojego domu. Podróż trwała 20 godzin. Trwała by zdecydowanie dłużej, ale część pasażerów torowała drogę łopatami.

 – Jak wyglądała ówczesna telewizja?. W 1953 roku zaczęto nadawanie stałych programów. Raz w tygodniu, przez pół godziny, w okolicach Warszawy. W latach 60 zasięg rozszerzył się na cały kraj. „Pierwsi w bloku kupiliśmy telewizor. Prawie codziennie wieczorem mieliśmy u siebie tłum sąsiadów, którzy przychodzili pooglądać telewizję. Wszystkie krzesła z domu ustawialiśmy jak w kinie (niektórzy przychodzili z własnymi) przed odbiornikiem, dzieciaki siadały przed rzędem krzeseł na dywanie, pod wspólnym kocem, bo kaloryfery słabo grzały…Bywało, że nasz niewielki pokój mieścił aż kilkadziesiąt osób!”
W telewizji nie obyło się bez wpadek. Najbardziej znana jest chyba ta, którą popełnił Bronisław Pawlik, który prowadził program dla najmłodszych „Miś z okienka”. Powiedział, nie wiedząc, że jest na wizji: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w dupę”. Stefania Górska powiedziała w podobnym przypadku: „Kurwa, jak tu gorąco, gdyby wiedziała, że aż tak, to bym zdjęła barchanowe majtki!”

 – Bikiniarze to pierwsza wyróżniająca się grupa młodzieżowa w Polsce. Bikiniarze chcieli wyglądać jak ich rówieśnicy ze Stanów Zjednoczonych, a ich ideologicznym przeciwnikiem była grzeczna, ułożona młodzież z ZMP. Jacek Kuroń w biografii „Wiara i wina” opisał bikiniarzy w następujący sposób: „Chłopcy nosili kolorowe koszule w kratę, spod koszuli wystawał podkoszulek, też kolorowy, tylko w prążki. (…) Apaszka też była strasznie amerykańska, odpowiednio kolorowa, albo krawat, obowiązkowo bardzo szeroki, w zasadzie malowany ręcznie. Szczególnie modne były z wysepką i palmą, pod palmą naga dziewczyna, często nad tym pojawiał się grzybek (niby atomowy) bo miał być to atol Bikini. (…) Na koszulę odpowiednio szeroka, wywatowana marynarka samodziałowa lub rzadziej welwetowa. Spodnie obcisłe, bardzo wąskie w kostce, przykrótkie, tak żeby było widać prążkowane, kolorowe skarpetki. Wysokie buty na grubej podeszwie ze słoniny lub z gumy”.
Bikiniarze byli oczywiście bardzo krytykowani. W Polskiej Kronice Filmowej lektor powiedział: „Bikiniarzy nie wystarczy lekceważyć. Trzeba ich otoczyć powszechną pogardą i pędzić precz!”

 – Jak wiadomo w PRLu istniały długie kolejki. Była jednak na to rada. Można było zwrócić się do tzw. Stacza kolejkowego. Zazwyczaj była to osoba rekrutująca się pośród emerytów i rencistów, ponieważ trzeba było mieć dużo czasu by swoje odstać. Istniały także komitety kolejkowe, w których co jakiś czas odczytywana była lista obecności w kolejce. Jeśli jakaś osoba nie zgłosiła się, to traciła swoje miejsce. Często było to tragedią, bo o ile o artykuły spożywcze czekało się po kilka godzin, to już po rzeczy takie jak wersalki, telewizory itd czekało się nawet kilka dni.

 – Dużą karierę zrobiły budki z piwem, które poza tym trunkiem oferowały papierosy a czasem i drobną przekąskę. Alkohol spożywany był na miejscu, a rolę stołu spełniał parapet umiejscowiony wzdłuż budki. Przyznać trzeba jednak, że piwem tam serwowanym było ciężko się upić. Podawano porcję w ilości 0,25 – 0,33l o zawartości alkoholu ok. 3,5%. Ważne było, by po zakupie butelkowanego piwa odwrócić butelkę i zajrzeć w nią pod światło. W butelkach zdarzały się myszy, pety, guziki oraz inne rzeczy, nie wspominając już o fusach z popsutego piwa. Powiedzenie „jak spod budki z piwem” nadal używane jest dla określenia osób o niskiej kulturze wypowiedzi.

 – W lecie pijano wodę z saturatorów. Było to bardzo popularne, ale był pewien problem. Nie stosowano jednorazowych kubeczków, a wodę pijano na miejscu. Po wypiciu właściciel saturatora przepłukiwał szklankę niewielką ilością wody. Dzięki ten nie najlepszej czystości woda z saturatorów zyskała przydomek „gruźliczanka”

 – „W latach 70. prawie wszystkie moje koleżanki szyły sobie ubrania (nawet płaszcze i kostiumy kąpielowe) u krawcowych. Materiały zdobywały pokątnie, przeważnie od bazarowych przemytników. Wykroje miały z pism francuskich i niemieckich… Pamiętam też, jak pewnego razu kupiłam kostium kąpielowy jakiejś dobrej firmy, a na metce przeczytałam, że nie można moczyć i wystawiać na słońce…”

Od lat 60 do końca 80. istniały tzw. Punkty repasacji. Tam też kobiety zanosiły pończochy czy rajstopy do „podniesienia oczek”. Koszt naprawy był dużo mniejszy niż kupno nowej pary. Punkty takie znajdowały się z sklepach kosmetycznych i w sklepach ze sprzętem AGD.

 

– „ – Prawdziwy szal zaczął się, jak weszły marmurki. Każdy chciał je mieć – mówi Zuzanna Sikorska – Co myśmy nie robili, by uzyskać taki materiał! (…) Z fabryki przychodzi normalny dżins. By go fantazyjnie powycierać, trzeba było eksperymentować na własną rękę z chlorem. Najpierw stolarnia zrobiła specjalne kosteczki, które prano razem z materiałem. Materiał wyglądał świetnie. Jednak metoda okazała się nie najlepsza, w tkaninie szybko zrobiły się dziury. Po setkach eksperymentów postawiono na piłeczki pingpongowe. Dżins, prany w mieszaninie chloru z dodatkiem chińskiego plastiku, nabierał wreszcie odpowiednich kolorów”

Czar dżinsów z PRLu, Ynona – Husaim – Sobecka, Serwis Głosu Szczecińskiego z 13 maja 2008r.

 

Na podstawie:

Życie PRL. Praca, rozrywka, ludzie, Warszawa 2011

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.2/10 (9 votes cast)
Jak to się w PRLu żyło, 9.2 out of 10 based on 9 ratings
Ciekawe? Podziel się!
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Google Buzz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.