Jak likwidowano skutki katastrofy w Czarnobylu?

Katastrofa w Czarnobylu z 26 kwietnia 1986 roku kojarzy się głównie z terenem trzech krajów – Ukrainą, Białorusią oraz Rosją. Skutki jednak należy rozpatrywać globalnie – dość powiedzieć, że skażenie dotarło chociażby do Skandynawii.

Do tego dochodzą oczywiście skutki społeczne, światopoglądowe (katastrofa uważana jest za jeden powodów przyczyniających się do upadku komunizmu), które wywarły wpływ na życie wielu osób.

Jak wiadomo, już kilka godzin po wybuchu rozpoczęła się mobilizacja wojskowa, która ogarnęła tysiące ludzi. Mobilizacja ta prowadzona była w atmosferze strachu oraz tajemniczości. Mężczyźni byli zatrzymywani w miejscach pracy i dowożeni prostu do wojskowych komend uzupełnień bez możliwości pożegnania z rodzinami. Bywało, że przyszli likwidatorzy wprowadzani byli w błąd – sugerowano, że jadą na ćwiczenia wojskowe lub do pomocy przy pracach rolniczych. Dodatkowo nie prowadzono żadnej selekcji, więc do Czarnobyla trafiały osoby, które nie spełniały wymagań medycznych, ojcowie dzieci czy też studenci. Zresztą powołany był cały przekrój społeczny – pracownicy fabryk, kołchozów, nauczyciele, chemicy, fizycy, inżynierowie, a także weterani wojny w Afganistanie. Nie oszczędzono także lekarzy, którzy nie byli traktowani zgodnie ze swym zawodem (część faktycznie zajmowała się kontrolą stanu zdrowia), lecz wysyłano ich do prostych prac fizycznych, takich jak usuwanie skażonego gruntu lub ładowanie radioaktywnych odpadów na ciężarówki.

Gunars Opmanis, porucznik: Jeszcze w trakcie przygotowań do wyjazdu kilkakrotnie obiecywano nam, że wrócimy po upływie 45 dni. Później dowiedziałem się, że wtedy, w pierwszą noc, z Suzi uciekło pięciu ludzi. Dostali później dwa lata batalionu karnego. (…) Gdybym wówczas wiedział, co się wydarzyło w Czarnobylu, wolałbym odsiedzieć dwa lata w więzieniu

Wielu ludzi, którzy zostali wezwani do Czarnobyla, nie miało pojęcia o promieniowaniu. Wiadomo było, że jest to coś złego, ale skoro da się oddychać i jeść to znaczy, że nie ma większego problemu. Jedynie dozymetryści wiedzieli jakie niebezpieczeństwo wiąże się z pracą na tym terenie.

Jak wiadomo, w zonie zostawało bardzo dużo skażonego sprzętu. Samochody, wozy strażackie, helikoptery i tego typu maszyny składowano w specjalnie wyznaczonych miejscach. Już w 1988 w pobliżu Czarnobyla zaczęli pojawiać się kryminaliści, którzy kradli pozostawione rzeczy po czym sprzedawali na terenie całego ZSRR.

Na czym polegała praca?

Głównie zajmowano się dezaktywowaniem budynków, pojazdów, wszelakiego sprzętu, gruntu oraz osób, które brały udział w zmniejszaniu skutków wybuchu. Całość pracy odbywała się w specjalnie do tego wyznaczonej 30 kilometrowej strefie wokół elektrowni. Najwięcej do zrobienia było w Prypeci, skąd wywieziono co się dało, z budynków administracyjnych oraz prywatnych, na składowisko odpadów. Do drugiej grupy należały osoby, które zajmowały się zadaniami inżynieryjnymi oraz pracami rolniczymi.

Jevgenijs Kalejs, lekarz: Robiliśmy dezaktywację domów. Najpierw myliśmy dachy wodą, potem grunt nasiąkał tym, co ściekało z góry, więc zbieraliśmy 20 centymetrów wierzchniej warstwy, ładowaliśmy tę ziemię w żelazne kontenery i stamtąd wywoziliśmy na mogilniki.

Starano się budować tamy, które miały zapobiec przedostaniu się skażenia do rzek. Zbudowano ponad 130 zapór, lecz w większości nie przyniosło to pożądanego skutku. Końcem 1986 roku zdecydowano się także na budowę Sławutycza – miasta, które miało zastąpić Prypeć. W późniejszych raportach wskazano, że wybrane miejsce nie było zbyt szczęśliwe, promieniowanie przekraczało dopuszczalne normy. Trzecią grupą były wszelakie działania radio i dozymetryczne, które polegały na ustalaniu stopnia oraz granic skażenia poszczególnych terenów, sprawdzaniu poziomu skażenia gleby, pojazdów, wody.

Podzielono nas na małe grupy, dano ubrania, łopaty, miotły, ścierki i wiadra. Zaczęła się niebezpieczna praca zmywania radioaktywnego pyłu. Pracowaliśmy od wczesnego rana do późnego wieczora, bez dnia na odpoczynek

Bioroboty

Jednym z najtrudniejszych elementów w czasie ograniczania skutków katastrofy było oczyszczenie dachu elektrowni, na którym leżało około 300 ton promieniotwórczego grafitu. Początkowo planowano użyć zaawansowanego sprzętu (m.in technologii kosmicznej), lecz promieniowanie było tak wysokie, że maszyny odmawiały posłuszeństwa. Zdecydowano się wysłać ludzi, do których po czasie przylgnęła nazwa „biorobotów”. Szacowano, że do wykonania zadania potrzeba będzie około 10 tys. ludzi, którzy z powodu warunków nie mogli przebywać na dachu dłużej niż od 30 sekund do 1 minuty. Dawki, które otrzymali pracownicy, podawane były jedynie w przybliżeniu.

Maria Kostenacka, dzienniarka: (…) Jukuns Ainers, rolnik – mechanik z Saldus, skarżył się, że był na dachu, otrzymał dyplom, 100 rubli i uścisk dłoni . A jeszcze dzień wcześniej dawali 500 rubli za jedną minutę na dachu (…)

Promieniowanie wynosiło powyżej 200 R/h do 1000 R/h (w niektórych miejscach osiągało 10 000 R/h). Zalegający grafit oraz fragmenty kaset paliwowych zrzucano z dachu łopatami, ale wiele elementów ze względu na gabaryt transportowano rękoma. Oficjalnie na dach wysyłano ochotników, którzy zgłosili się do tej pracy skłonieni patriotyzmem oraz nagrodą pieniężną. Zasada dobrowolności istniała tylko w teorii.

mjr. Gunars Opmanis: Biorąc pod uwagę specyfikę zadań oraz warunki radiologiczne panujące na dachu trzeciego reaktora, likwidatorzy mogli tam otrzymać nawet 150 rentgenów i więcej

Norma dla takich osób na cały pobyt w strefie wynosiła 25 rentgenów. W jaki sposób to ustalano? W zależności od czasu spędzonego w zonie, przypisywano określony poziom napromieniowania. Każdego dnia żołnierze mieli przypisywane indywidualne dawki.

Stres i propaganda

Nic dziwnego więc, że taka praca przynosiła wielkie napięcie psychiczne. Walka z niewidzialnym przeciwnikiem powodowała u żołnierzy stres, depresje oraz inne zaburzenia psychiczne. Panująca w tym czasie cenzura również przyczyniała się do atmosfery nieufności i ogólnej dezorientacji. Brak informacji dotyczył także ludności cywilnej, która w ogóle nie miała pojęcia, co się dzieje. Dzieci bawiły się w piaskownicach, jedzono skażone owoce. Generalnie nikt nie chciał opuszczać swoich rodzinnych terenów.

Do ogólnego złego nastroju przyczyniła się władza, która zdecydowała się przedłużyć standardowy czasu pobytu w strefie z dwóch miesięcy do sześciu. Co prawda było wyznaczone, że osoby, które otrzymały dawkę 25 rentgenów miały wrócić do domu, lecz nie było to przestrzegane. Zresztą, nie było tajemnicą, że oficjalne dawki miały się nijak do tych, które żołnierze w rzeczywistości przyjmowali. Z powodu coraz cięższej sytuacji (zaczęły się pojawiać przypadki samobójstw), władza zdecydowała się w jakiś sposób rozładować problem. Zdecydowano się zorganizować występy muzyczne, wieczorki poetyckie, dostarczano czasopisma, książki. Obiecano publikowanie artykułów w gazetach o bohaterskich likwidatorach Czarnobyla.

Marina Kostenecka: Wszystko zaczęło się od tego, jak powiedziano im, że przedłużają służbę w zonie i nie będą „psuć” następnych ludzi, skoro oni już są zniszczeni promieniowaniem. To było jak zapalnik.

Rozpoczęły się strajki głodowe oraz tzw. strajki włoskie, polegające na symulowaniu pracy. Konflikt udało się jednak zażegnać obiecując demobilizację żołnierzy, którzy otrzymali dawkę 25 rentgenów lub z powodu złego stanu zdrowia musieli opuścić zonę. Zwalniano osoby powyżej 40 roku życia, z powodu sytuacji rodzinnej oraz sytuacji życiowej. Zaczęto zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo oraz regenerację żołnierzy.

Vairis Metra, plutonowy: (…) No to ludzie pisali podania – ktoś uczył się w instytucie, ktoś na politechnice, ktoś jeszcze napisał, że ma trójkę dzieci, ale brak miejsc w przedszkolu i żona nie wie co robić. Niedługo potem przyszła odpowiedź. Wszyscy ci, którzy pisali, że mieli sesję, zdali egzaminy na czwórkę, chociaż nigdy do nich nie przystąpili. A likwidatorów poinformowali, że ich dzieciom załatwili miejsca w przedszkolach. To znaczy problemy rozwiązali

Choroby

Jak łatwo się domyślić, praca w tak ciężkich warunkach wpływała znacząco na stan zdrowia wszystkich osób tam przebywających. Bardzo duża część likwidatorów zmarła mając około 40 – 50 lat, a więc co najmniej 20 lat mniej niż średnia długość życia. Wiele osób ma prawnie stwierdzoną niepełnosprawność lub znacznie obniżał się ich poziom zdrowia. Typową rzeczą dla promieniowania jest to, że wywołuje nie tylko określone choroby, ale trafia także w najsłabsze punkty organizmu. Najczęściej uderza w serce,  w układ pokarmowy oraz układ oddechowy. Generalnie można wskazać większą zapadalność na wszelakie infekcje. Wśród psychologicznych objawów można wymienić senność, słabszą pamięć, kłopoty z koncentracją. Osoby takie szybciej się starzeją, wiek biologiczny jest zazwyczaj większy o 10 lat od wieku metrykalnego.

Na podstawie:

Paweł Sekuła, Likwidatorzy Czarnobyla, Warszawa 2019

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 6.2/10 (12 votes cast)
Jak likwidowano skutki katastrofy w Czarnobylu?, 6.2 out of 10 based on 12 ratings

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.