W sztuce egipskiej miłości ważną rzeczą było przesyłanie subtelnych sygnałów w postaci odpowiednich słów, gestów, czy też woni, które miały pobudzać zmysły. Pruderia nie była znana Egipcjanom.
Nagość w żaden sposób nie jest zakazana, w hieroglifach pojawiają się zarówno męskie jak i damskie narządy płciowe. Nawet Bóg Min ukazany jest z pełną erekcją symbolizując przy tym stworzycielską moc przyrody oraz kosmosu zarazem. Organy płciowe podlegały także specjalnej trosce podczas zabiegu mumifikacji, gdzie kobiety zawijane były w ten sposób by podkreślić piersi oraz łono.
Jak zwracali się do siebie kochankowie? Przede wszystkim w użytku były zwierzęce epitety. Stąd też młoda Egipcjanka mogła być nazwana „gazelką”, „koteczkiem”, „jaskółeczką”. Zdarzało się, że stosowano określenia, które dzisiaj nazwalibyśmy dziwnymi: „mój hipopotamie”, „moja hieno”, „mój koczkodanku”, „moja żabko”.
Nie zbliżaj się do kobiet!
W miłości potępiana była wszelka przesada. Dlatego też, co nie jest zaskakujące, krytykowani byli studenci, którzy zajmowali się często pijatykami i seksem. Odwiedzali „piwne domy”, w których oprócz alkoholu mogli zaznać miłości od pracownic, których cały strój stanowiły paski, naszyjniku czy też bransolety. Oddajmy teraz głos mędrcowi Ptahhotepowi: „Jeśli chcesz, by w domostwie, do którego wszedłeś, czy w każdym innym miejscu traktowano cię zawsze jak przyjaciela, uważaj i nie zbliżaj się do kobiet. Ostrożności nigdy za wiele! Bowiem niezliczone są zastępy mężczyzn, którzy dali się usidlić i uwieść. A z chwili rozkoszy, krótkiej i do snu podobnej, ileż potem zmartwień! A ten, który marnuje czas i nadal ugania się za dziewczętami, rychło zmarnuje wszystko”
Małżeństwo? Może jednak nie…
Jeśli para zdecyduje się zamieszkać razem to będzie znaczyło to tyle, co współcześnie małżeństwo. Takie egipskie zaślubiny nie potrzebowały żadnego obrzędu. Wystarczyło by za wiedzą reszty społeczeństwa zdecydować się zamieszkać pod jednym dachem. Małżeństwo wymykało się także innym współczesnym ramom. Zdarzały się związki na próbę, gdzie po określonym czasie można było rozejść się. Przykładem jest syn garncarza, który żeni się na dziewięć miesięcy oraz ofiarowuje jej dobra, które przechowywane są w świątyni. Jeśli kobieta zerwie umowę, to dobra zostaną przy nim, w innym przypadku mężczyzna zachowywał majątek. Dziewięć miesięcy to jeszcze krótki okres czasu. Znany jest przykład siedmioletniej próby, po której musiało już nastąpić sprecyzowanie warunków dotyczących umowy, która zabezpieczała prawa kobiety oraz ewentualnych dzieci.
Co ciekawe Egipcjanie nie przywiązywali takiej wagi do dziewictwa jak inne starożytne ludy oraz w naszych czasach. Nie jest zabronione „wyszumienie się” przed wejściem w związek. Co więcej należy to zrobić, ponieważ fundamentem życia w małżeństwie jest wierność. Przyznać trzeba, że w późnych dokumentach można przeczytać o „darze dziewicy”, czyli o darach, które mąż daje żonie w ramach podziękowania za dochowanie czystości.
Rodzinne śluby
Często przy okazji egipskich małżeństw mówi się, że dozwolone były śluby w obrębie rodziny – brat żenił się z siostrą. Jest to nieścisłość wynikająca z tego, że ówcześnie żona nazywała męża swoim bratem, a on ją siostrą. Dodać należy, że w okresie ptolemejskim zdarzały się prawdziwe śluby wśród rodzeństwa, lecz podyktowane to było raczej chęcią zachowania czystości dynastii. Znane jest także małżeństwo Ramzesa II z jego córkami, lecz miało ono charakter symboliczny i nie było nigdy skonsumowane.
Na podstawie:
C. Jacq, Egipcjanki, Warszawa 2008







czatając twój wpis, aż ciepło mi się robiło na duszy. O ile lepiej byłoby na tym świecie, gdybyśmy przejęli tradycje Egipcjan- pomyślałam.
Wyeliminować pruderję – piękna sprawa, a jak przyjemnie kiedy kochankowie zwracają się do siebie: mój Koteczku. Przesada w miłości, także niepotrzebna, a wypróbować się przed ślubem to także dobra rada. Może mniej rozwodów, rozdartych, nieszczęśliwych dzieci byłoby wówczas na świecie.
I tak wszystko mnie cieszyło do momentu, kiedy zaczęłam czytać ostani punkt postu: „Rodzinne śluby”.
Te zwyczaje mi się bardzo nie podobają. Kazirodztwo mną wstrząsa. To jest chore!
Zaglądnęłam tu będąc u Merlin i się cieszę. Podoba mi się twój blog, wpisom twoim warto poświęcić czas, dobrze że nie są długie bo uczą, a nie męczą.
Gratuluję!
Będę do ciebie zaglądała.
Zapraszam na zupełnie inny blog
http://owocdecyzji.com/
Może i ciebie zainteresuje mój temat?
Pozdrawiam z dalekiej Kanady
Liliana
Próba przed ślubem nie jest nikomu do niczego potrzebna. Wręcz przeciwnie, statystyki pokazują, że takie pary najczęściej i najszybciej się rozchodzą.
Widzę, że Liliana zawitała do Ciebie bo jestes u mnie, czytam ale nie pisałam.. poprawię się, zawsze fascynował mnie Egipt, piszesz naprawdę o malo znanych ciekawostkach..pozdrawiam
)